ajax-amsterdam

Czarny Koń: Na nowo zakochani w Ajaxie. O włos od sensacji

Rozgrywki Ligi Mistrzów często uwydatniają problemy europejskiej piłki. Rywalizacja zamyka się wśród najbogatszych klubów i stąd pojawiają się echa utworzenia osobnego tworu, w którym co rusz obserwowalibyśmy pojedynki najlepszych drużyn między sobą. Champions League potrzebuje nieoczywistej drużyny, która zajdzie bardzo wysoko na przekór wszystkim. Takim zespołem był ostatnio holenderski Ajax, który porwał swoją grą wielu miłośników futbolu i pokazał, że się da. Żeby przypomnieć sobie przebieg ich przygody z Ligą Mistrzów, musimy cofnąć się do lipca 2018 roku i przyjrzeć się, jak wyglądała ich gra na najpiękniejszych stadionach świata.

Przebrnąć eliminacje

Ekipa Ajaxu pod wodzą Erika Ten Haga przystępowała do drugiej rundy eliminacji do fazy grupowej najważniejszych europejskich rozgrywek. Na drodze Holendrów stanął austriacki Sturm Graz, jednak Ajax pewnie wygrał obydwa mecze (2:0 i 3:1) i awansował do kolejnej rundy. Tam czekał już belgijski Standard Liege, więc mogło być nieco trudniej. I rzeczywiście było. Pierwsze starcie zakończyło się remisem 2:2 i dopiero w rewanżu amsterdamczycy wygrali 3:0. W decydującej fazie kwalifikacji podopiecznym ten Haga przyszło zmierzyć się z ukraińskim Dynamem Kijów. Tam było zupełnie na odwrót niż ze Standardem. Pierwsze spotkanie Ajax wygrał 3:1, a w rewanżu padł remis. To oznaczało, że po trzech bojach Holendrzy zagrają w fazie grupowej, więc cel minimum został osiągnięty.

ajax-18-19

Zalążki pięknego futbolu

W fazie grupowej los skojarzył Ajax z Bayernem Monachium, Benfiką i AEK-iem Ateny. Dużo lepiej niż inny holenderski zespół – PSV. Ci trafili na Barcelonę, Inter i Tottenham. Gracze z Philips Stadium mieli zająć ostatnie miejsce w grupie, a według przewidywań ekspertów Ajax miał powalczyć o awans z portugalską Benfiką. Co do pierwszego komentatorzy się nie pomylili, jednak Ajax już zaczął sprawiać niespodzianki. Uznanie kibiców zyskali dzięki wyrównanym starciom z Bayernem i to Bawarczycy mogli być ukontentowani, że udało im się wywalczyć wtedy dwa remisy. Ajax grał przyjemnie dla oka i bardzo skutecznie, więc nic dziwnego, że ich styl odpowiadał widowni. Ostatecznie Holendrom było bliżej do Die Roten niż do Benfiki, ponieważ wyszli z drugiego miejsca, nie przegrywając żadnego meczu. Awans w bardzo dobrym stylu, ale w fazie play-off nie dawano im większych szans.

Niech świat pozna Ajax

W ⅛ finału przeciwnikiem ekipy z Amsterdamu miał być Real Madryt. Królewscy wygrali swoją grupę, jednak nie z taką przewagą, jak mogłoby się wydawać. Obrońcy trofeum doznali dwóch porażek przeciwko rosyjskiemu CSKA, więc widać było, że da się pokonać wielki Real. Mimo tego nikt nie stawiał na Ajax, choć po pokazie fantastycznej gry, Holendrzy zyskali sobie przychylność większej liczby kibiców. Uroku podopiecznym ten Haga dodawało to, że istotne role pełnili w tej drużynie młodzi piłkarze. W bramce dwoił się i troił Onana, a przed nim defensywą kierował de Ligt. Za kreację gry odpowiadali van de Beek z de Jongiem, a na skrzydle szalał Neres. Do tego fantazja w ofensywie w wykonaniu Ziyecha i Tadicia pozwalały rozkochać w sobie każdego obserwatora. Podejrzewano jednak, że na Real to będzie za mało. Na Johan Cruyff Arena Ajax w końcówce uległ 1:2, a mecz na własnym boisku miał być ich asem w rękawie. Tym bardziej skazywano ich na pożarcie, gdy wybierali się na rewanż na Santiago Bernabeu. Jakiż to był szok, gdy już po 20. minutach Ajax prowadził na wyjeździe 2:0. Real został sensacyjnie zdeklasowany na swoim obiekcie i przegrał 1:4. Ponownie piękna gra połączyła się ze zdobyczami bramkowymi i to młodzież z Amsterdamu przeszła do ćwierćfinału.

ajax-champions-league

Chwilo trwaj

Tam ponownie trafili na większy klub, który miał ich zatrzymać. Juventus z Cristiano Ronaldo w składzie mierzył w końcowy triumf, więc Ajax powinien odprawić z kwitkiem. W Amsterdamie skończyło się na remisie 1:1. Wszystko miało się więc rozstrzygnąć w Turynie. Na prowadzenie wyszło Juve, ale szybko do wyrównania doprowadził Ajax. Rywalizacja była bardzo zacięta i zadecydować mogła właściwie każda pomyłka. Decydującego gola strzelił de Ligt i tym samym wprowadził swój zespół do półfinału Champions League. Nierealne stało się faktem.

Królowie wyjazdów

Wszyscy poznali Ajax od najlepszej strony. Za ich dokonania wiele osób życzyło im dojścia do finału, a nawet końcowego triumfu. Tym bardziej, że na ich drodze stanął Tottenham, czyli nieco mniejsza marka niż ekipy pozostawione w pokonanym polu. W Londynie chłopcom ten Haga udało się wygrać 1:0, więc trend zwyciężania w delegacjach został utrzymany. Teraz trzeba było pokazać, że u siebie obronią ten wynik. Po pierwszej połowie rewanżu rezultat miał być już znany. Ajax strzelił dwie bramki i Tottenham do awansu potrzebował trzech trafień. Niestety dla pięknego snu Ajaxu okazało się, że Lucas Moura miał tego dnia smykałkę do strzelania goli. W odstępie pięciu minut zdobył dwie bramki i na pół godziny przed końcem, sprawa finału znów była otwarta. W doliczonym czasie gry skompletował hattrick i złamał serca wielu zakochanych w grze Ajaxu kibiców. Mimo że ta historia nie zakończyła się happy endem, to nie ulega wątpliwości, że Ajax przekroczył wtedy wszelkie oczekiwania i sprawił, że piękny futbol rządził przez chwilę w Europie.