islandia-me-2016

Czarny Koń: Waleczni wikingowie, czyli Islandia na Euro 2016

Mistrzostwa Europy we Francji wspominamy bardzo dobrze, bo był to najlepszy turniej w wykonaniu reprezentacji Polski w XXI wieku. Jest jednak pewien niedosyt, że w ćwierćfinale odpadliśmy po rzutach karnych z późniejszym triumfatorem rozgrywek. Do tej samej fazy mistrzostw doszła reprezentacja, która może być zachwycona z tego wyniku, gdyż był to jej debiut na tak wielkiej imprezie. Mowa tu o Islandii, która skradła serca wielu kibiców, a swoją walecznością wzbudziła respekt wielu ekspertów.

Trudna grupa eliminacyjna

Tę opowieść powinniśmy zacząć jeszcze od losowania samych grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy. Liczba drużyn, które mogą wziąć udział w turnieju się zwiększyła, więc teoretycznie łatwiej było zakwalifikować się na imprezę główną. Islandczycy jednak od początku nie mogli mówić o łatwym zadaniu. Do grupy trafili z Holandią, Turcją, Czechami, Kazachstanem i Łotwą. Według przewidywań mieli powalczyć z ostatnią dwójką o lokatę numer cztery, ale wszystkie prognozy wzięły w łeb. Dla Islandczyków jednak z ogromną korzyścią. To Holendrzy zawiedli na całej linii, a reszta drużyn skrzętnie to wykorzystała. Dziś również możecie obstawiać mecze Islandczyków, a kursy są dość ciekawe. Najlepiej sprawdzić wcześniej specjalne bonusy bukmacherskie, które pozwolą wam na zakłady bukmacherskie bez ryzyka.

Mocny początek i gorsza końcówka

Islandia wygrała niespodziewanie już swój pierwszy mecz, w którym gościła u siebie Turcję. Nie w byle jakim stylu, ale pewnym 3:0. To samo zrobili na Łotwie miesiąc później, choć po pierwszym meczu można było się spodziewać, że ograją Łotyszy. To jednak trzy dni potem nadszedł prawdziwy test, bo trzeba było podjąć Holandię, czyli przecież brązowych medalistów ubiegłego mundialu. Islandczycy jednak widocznie o tym nie wiedzieli, bo nie stracili nawet bramki i zwyciężyli 2:0. Trzy mecze, komplet punktów i nawet jednej bramki straconej. Całkiem nieźle, jak na zespół, który miał dopiero zbierać doświadczenie.

Później w rewanżu udowodnili, że nie był to przypadek, bo wygrali w Amsterdamie 1:0. Co prawda w międzyczasie przytrafiła się pierwsza porażka z Czechami, ale i tak zdołali im się później zrewanżować, wygrywając u siebie. Do tego doszło zwycięstwo 3:0 z Kazachstanem, więc sytuacja Wikingów wyglądała bardzo dobrze. Wtedy nadszedł gorszy okres i to o dziwo w teoretycznie najłatwiejszych meczach. Dwa domowe remisy z Kazachstanem i Łotwą i porażka w ostatnich minutach z Turcją spowodowały, że Islandia zakończyła eliminacje na drugim miejscu. To jednak nie osłabiło ich entuzjazmu, bo w końcu mieli okazję pojechać do Francji!

islandia-czarny-koń

Debiutant w środku zaciętej rywalizacji

Na Euro 2016 Islandia trafiła do najbardziej, jak się miało później okazać, grupy. Ich przeciwnikami byli Portugalczycy, Węgrzy i Austriacy. Ekipa prowadzona przez Cristiano Ronaldo miała zostawić wszystkich za plecami, a Węgry i Austria powalczyć między sobą o wyjście z grupy. Jakież było zdziwienie, gdy awansowała Islandia, na którą nikt nie stawiał. W swoim pierwszym meczu mierzyli się z Portugalią i ostatecznie padł remis 1:1. Takim samym rezultatem zakończył się potyczka z Węgrami, choć bardziej pechowo, bo przez samobója w końcówce, zwycięstwo przeszło Islandczykom koło nosa.

Zostali za to wynagrodzeni w ostatnim grupowym meczu z Austrią. Przez dużą część meczu Islandia prowadziła jedną bramką, ale rywale zdołali wyrównać. Gdy wydawało się, że kolejny raz przyjdzie podzielić im się punktami, w doliczonym czasie gry strzelili zwycięskiego gola. Wikingowie awansowali do ⅛, a Austriacy wracali do domów. Na drodze naszych bohaterów stanęli Anglicy, którzy mimo że nie zachwycali to i tak byli jednymi z głównych faworytów turnieju.

Historyczne zwycięstwo

Po jednej stronie dumni Anglicy, których naród uznaje się za kolebkę futbolu, po drugiej waleczni Islandczycy z niewielkiej wyspy liczącej około 350 tysięcy mieszkańców. Faworyt znany z góry, a do tego prowadzący od 4. minuty 1:0 po rzucie karnym Wayne’a Rooneya. Sytuacja nieciekawa, ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych. Błyskawiczne wyrównanie za sprawą Ragnara Sigurdssona, a kwadrans później wyjście na prowadzenie po golu Kolbeinna Sigdurssona.

Zwycięstwo 2:1 w pojedynku z Anglią obserwowanym przez całą Europę. To było coś. W ćwierćfinale na drodze Islandii stanęła Francja i choć było widać, że Wikingowie bardzo chcieli, to różnica klas była aż nadto widoczna. Wynik 4:0 do przerwy zresztą mówi sam za siebie. Godne pochwały może być to, że wygrali przynajmniej drugą połowę i mecz zakończył się wynikiem 5:2. Islandczycy zostali docenieni przez kibiców i mogli opuścić Paryż z podniesionymi głowami.